Niezalogowany (Zaloguj się)

Witaj!

Jeżeli chcesz uczestniczyć w dyskusji i mieć dostęp do innych kategorii musisz być zarejestrowanym użytkownikiem. Jeżeli już posiadasz konto zaloguj się.

Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta, poproś o rejestrację.

Kategorie

Vanilla 1.1.6 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime16 Jun 2007
     # 121

    kidej:Pojawiła się informacja, że na Offie Architecture In Helsinki.

    nieźle indeed:)

    •  
      CommentAuthoradam b
    • CommentTime16 Jun 2007
     # 122

    fakt niezły skład, ale nie na mój gust niestety,
    chociaż cieszę się z: radiana, starych singers, bassisters orchestra, complainera, voice electronic duo - to już coś

    •  
      CommentAuthoradam b
    • CommentTime2 Jul 2007
     # 123

    ok, zdawajcie relację z Openera,
    zależy mi na pełnej trackliście sonic youth właściwie tylko, pamięta ktoś?

    •  
      CommentAuthoradam b
    • CommentTime2 Jul 2007
     # 124

    co to za gość grał z Sonic Youth wspólnie?

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime2 Jul 2007 zmieniony
     # 125

    Odmeldowuje sie, wrazenia na razie zachowam dla siebie, niech inni beda pierwsi.
    Pelnej tracklisty SY nie pamietam, ale na pewno bylo "Candle", "Schizophrenia", "Cross the breeze", "Teenage riot", "100%", "Kool Thing" i "Bull in the heather", do tego kawalki z nowej plyty. Co nie znaczy, ze brakowalo halasu.

    • CommentAuthoradamh
    • CommentTime2 Jul 2007
     # 126

    na temat Sonic Youth się nie wypowiem, bo spóźniony pół godziny dotarłem tam. z resztą gówno mnie to obchodziło, co oni zagrają.
    Beastie Boysi genialnie wypadli (zdanie moje osobiste), Mix Master Mike elegancko mielił na gramofonach. na głównej scenie 1:45 to bardzo długo, przerywniki punkowe co jakiś czas, trochę instrumentalnie (ostatnia płyta).
    The Roots- bardzo dobry koncert. Fajne zachowanie na koniec (przywitanie z publicznościa, autografy)
    Groove Armada- szkoda, że przez cały czas deszcz przeszkadzał w zabawie, bo tak byłoby ekstra.
    Dizzee Rascal- troche się wrukwiłem, bo przestawili go na dwie godziny później, nikt nie wiedział co się dzieje. Dizzee niszczył bitami i basem, bardzo hardkorowo się skakało pod sceną. I ci brytole nachlani co stali obok trochę mi przeszkadzali
    Laurent Garnier- przez zawirowania organizacyjne się spóźniłem, od razu po Rascalu tam poszedłem. Mało ludzi, moim zdaniem końcówka przeciętnie wyglądała, nie wiem jak wcześniej. Na plus zaliczyć można, że się załapałem na The man with the red face, fajnie brzmiał z trąbką i klawiszami na żywo.

    Deszcz psuł zabawę. Osobiście rok temu bardziej mi się podobało.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime2 Jul 2007
     # 127

    cudnie cudnie cudnie było:) telegraficzny skrót:
    Dzień 1:
    Afrokolektyw - zaskakująco dobrze...no i te piżamki były cudne:)
    tciof - buhahaha, straszni byli...i nie to że ich nie lubię czy coś...po prostu dennie i bez życia zupełnie!!
    Sonic - genialnie, nawet nie spodziewałam się, że bedzie mi się aż TAK podobać:) no i Kim jest boska:)
    The Roots - człowiek z Tubą i 2 tygodniowy(;P) Bob Dylan sprawili, że koncert był nieziemski..a no i miks z "Sexyback" :P
    Garnier - mi się bardzo podobał, ale ja go generalnie lubię...:)
    Dizziego widziałam niewiele więc się nie wypowiem
    The Strike Boys byli cudnym zakończeniem tego wieczoru, potańczyc można było...chłopcy dali rade:)
    Dzień 2:
    oczywiście(tu chyba nie było wątpliwości) not mi się bardzo bardzo podobał;P(i proszę bez komantarzy;P). końcówka OSTRa wskazywała, że cały koncert był generalnie udany...ale wesoły był ostry oj wesoły;)
    Beastie Boys - C-U-D-O!!! zaraz za Bjork najlepszy koncert na festiwalu. Genialny kontakt z publiką("freeeeeshhhhhhhhhh") no i MMM klasa!!!
    Muse - podonie jak w przypadku notu...chyba nie było wątpliwości, ze podobać mi się będzie...oprawa wizualna na 5+, setlista miała swoje plusy jak i minusy, choć (dzięki bogu) tych pierwszych było więcej...ale wiem, ze stac ich na więcej..czekam na nich ponownie na jesieni:) ale generalnie było super(no ale jak ja bym mogła inaczej prawda?? ;P)
    Dzień 3:
    Bloc party - poprawne ale nie genialne, fajny kontakt z publiką, modne ostatnio "jeden z nas jest pół polakien", "she's hearing voices" i "pioneers"!
    Beastie boys instrumentalny - niestety slysząłam tylko fragment bo ludzi było straaasznie dużo
    Bjork - !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i dodam tylko "hunter" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    LCD soundsystem - w sam raz na koniec! takie taneczne zakończenie po kolana w błocie:)

    opener udany tylko mogło nie padać;)

    • CommentAuthormakala
    • CommentTime3 Jul 2007 zmieniony
     # 128

    moja siorka pojechała tylko na Bjork. stała przy barierkach pod samą sceną i aktualnie liczy wszystkie siniaki i otarcia, bo tłum mocno napierał. Generalnie miejscówka pod sceną ma swoje plusy, ale niestety kilkugodzinna walka z tłumem o dobre miejsce spowodowała, że gdy Bjork zaczęła występ, to jakoś zabrakło energii by się w pełni z tego cieszyć.

    Podobno Bjork była bardziej "kontaktowa" niż kilka lat temu w Sopocie.

    No i, chociaż siostra ma na ogół sceptyczne podejście do wszelkiego rodzaju masówek i podniecania się "wielkimi imprezami", to jednak udzieliła jej się tzw. "atmosfera openerowa" i, jak opowiadała, wybawiła się nawet na nieznanym jej "jakimśtam blokparty"

    Chyba jednak w przyszłym roku wybiorę się.

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 129

    No to moze jednak ja teraz.

    1. Afro Kolektyw - na poczatku wydawalo mi sie, ze nie bedzie fajnie, ale bylo, coraz bardziej z kazdym kawalkiem. Pizamki ze spacerniaka faktycznie swietne, Afrojax = szalejace zwierze, pare niezapomnianych cytatow ("no i na chuj Wam Sonic Youth" po ok.minutowej kakofonii, "no przeciez wiadomo ze na final bedzie, kurwa, kokos", "Maklowicz pluje do zupy"), solowka na gitarze Szturomskiego, Milosz Wosko odgrywajacy zenskie partie wokalne, pozdrowienia Afrojaxa dla narzeczonej przed utworem o rozstaniu i byciu wyrolowanym przez laske ("Nikt tego nie wiedzial"), Grundig wywolujacy "Glaz narzutowy". No i dwie rzeczy ktorych brakowalo na dwoch poprzednich wystepach Afro, ktore widzialem - duza publicznosc i dobre naglosnienie, wreszcie bylo slychac o czym ten kolezka nawija. Nowe kawalki baaardzo obiecujace.

    2. Pink Freud - co prawda tylko pol godziny bylem, ale baaardzo mi sie podobalo, bylo gesto. Na otwarcie byl "Canon", a pozniej chyba m.in. "Rozmowy z kapokiem" i "Punk Freud". Sklad byl wzbogacony o kontrabas i skrzypce, szkoda tylko ze bylo je slychac glownie wtedy, gdy nie grala trabka. A Wojtek Mazolewski na scenie zachowuje sie jak Wojtek Pilichowski co najmniej, taki z niego wesolek. Nie moglem zostac do konca, bo i tak musialem wyjsc po brata pod bramy festiwalu, wiec postanowilem po drodze zobaczyc jeszcze kawalek TCIOF.

    3. The Car Is On Fire - i to byl blad. Jesli nawet ja, wielbiciel zespolu, przyznaje ze z wystepem bylo cos nie tak, to bylo cos nie tak. Technicznie poprawnie chlopaki grali, costam kombinowali z aranzacjami, zmieniali, zamiast przejscia "Scarlett"-"Cranks" bylo "TCIOFEMI"-"Cranks", do tego Kaczor Donald na przeszkadzajkach, aaale raz: brakowalo w tym zycia, ikry, uczucia, jakby to roboty graly, a dwa, kto naglasnia drugi wokal bardziej niz glowny? W sumie przez to ze musialem wyjsc w polowie koncertu (i chcialem) ominal mnie "Neyorkewr" na zywo, ale - co dziwne - zespol zostal wywolany na bisy, ktore slyszalem wracajac.

    4. Sonic Youth - gdybym umial napisac cos obiektywnego, to bym napisal. Wyszli i na dzien dobry przywalili "Candle", a jak sie pojawily "Schizophrenia" i "Cross the breeze" to nie moglem uwierzyc w swoje szczescie. Tego co sie dzialo ze mna na bisach ("Teenage riot", "Kool thing" i "Bull in the heather") nie da sie opisac slowami, moze tylko tym, ze niewiele brakowalo a staranowalbym Monike Brodke. Adam mial racje co do tego, ze grali raczej piosenkowo niz improwizacyjnie, z jednym ale: improwizacje, halasy i gra na gitarze przez pocieranie gryfem o glosnik/scene albo przyblizanie i oddalanie jej od glosnika wypelnily przestrzen miedzy piosenkami. W trakcie jednej z takich halasliwych orgii zespol zapodal w tle mieszanke polskich audycji radiowych, nie wiem czy spreparowana czy powstala na zywo przez skakanie po skali, ale pojawilo sie tam m.in. Ace Of Base i glos Niedzwiedzia. No i na koniec - biala sukienka i TANIEC Kim Gordon. Cudownie bylo to zobaczyc i uslyszec, nawet z (dosyc) daleka.

    5. The Roots - spoznilem sie ale to co zobaczylem wystarczylo, zebym stwierdzil, ze oceniam koncert na milion na dziesiec. Swietni muzycy, zwlaszcza pan z tubą i policzkami żaby oraz ?uestlove na perkusji (w ogole to byl festiwal perkusistow, o czym pozniej). Ich muzyka w zadnym wypadku nie byla tepym jol jol, hiphop mieszali z rockiem, bluesem, szalonymi coverami (medley, w trakcie ktorego pojawilo sie m.in. wspomniane "SexyBack" i "Rapper's delight"). Dwutygodniowy Bob Dylan ("Masters of war") tez byl swietny. Czesc koncertu przesiedzialem, wiec zdaje sie na slowa Grundiga, ktory powiedzial ze oswietleniowcy tez wykonali kawal dobrej roboty przy Rutsach.

    6. Dizzee Rascal - po tym, jak pomylil samoloty, wystapil o 1, zamiast o 22. W miejscu w ktorym stalismy naglosnienie bylo tak fatalnie, ze basy zlewaly sie ze soba i niewiele bylo slychac, wiec pierwsze trzy kawalki brzmialy tak samo. Jak wyszlismy, okazalo sie, ze brzmi to duzo lepiej i ze poznalismy nawet jeden utwor. Pechowo troche.

    7. Laurent Garnier - przyjemny, chociaz usnelo mi sie na chwile. Ale wizualizacje i koles z bodajze trabka byly fajne.

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007 zmieniony
     # 130

    Day 2:

    1. Dick 4 Dick - wpadlem na ostatnie 15 minut i zdazylem zobaczyc: opuszczone do polowy tylka gacie Nygga Dicka, innego z Dickow wspinajacego sie po rusztowaniu a potem biegajacego z plonaca czerwona raca oraz bojowki D4D pod scena, fanatyczne bardziej niz kibice Legii, do tego uslyszec m.in. "Technology" i "Hello I'm dick". Fajnie, fajnie. "Wyszlibysmy nawet gdybyscie nas nie wolali".

    2. NOT - bylem jakies 25 minut no i nawet niezle, podobalo mi sie solo Agima Dzeljili (czy jak mu tam) na teraminie. Nie jestem jakims strasznym fanem wiec mnie nie porwalo, ale na scenie "mlodych talentow" to bylo najlepsze, co widzialem (moze poza piecioma minutami Mikrowafli).

    3. O.S.T.R. - niespodzianka! Podobalo mi sie, chwilami nawet bardzo. Flow tego goscia to jest jednak cos wielkiego, a do tego zywy zespol (Sofa) i solowki na skrzypcach oraz przerywniki, mniej lub bardziej smieszne. Faktycznie byl wesoly, jak zaczal sie smiac z jednego dowcipu to przez minute nie mogl przestac. Znaczy, ze sie dobrze przygotowal do koncertu.

    4. Mikrowafle - widzialem ich przez piec minut w jednym kawalku i sie porzadnie ubawilem, przezabawni.

    5. Apteka - dotarlem tam jakies pol godziny po rozpoczeciu koncertu i nie bylem do konca, ale to co zobaczylem przeroslo moje oczekiwania. Alez masakra! Moze to magia pelnego namiotu i swietne naglosnienie tak zadzialaly, ale to byla czysta zywa energia, az sie namiot trzasl. Publicznosc to nie zadni laicy ale znajacy teksty fani. Kodym byl rozradowany przyjeciem, oczywiscie na swoj sposob. Jesli Apteka dotrze do Lodzi to tym razem nie odpuszcze, chociaz obawiam sie, ze tak mozna zagrac tylko w namiocie na Openerze.

    6. Groove Armada - posluchalem sobie troche stojac najpierw w tanecznym hangarze, a potem w namiocie xboxa w ramach ochrony przed deszczem. Szacun dla ludzi, ktorzy w tej ulewie tanczyli i bawili sie.

    7. Beastie Boys - dla mnie rewelacja, bomba, miazga, genialni. Dobrze w GW napisali, ze to Woody Allenowie muzyki. Na poczatku obawialem sie, ze bedzie tak sobie, bo zaczeli od punkowych napieprzanek, ale potem bylo coraz lepiej. To, co zagrali, mozna podzielic na trzy grupy - wspomniane wyzej pankroki (Slimak: "czy my jestesmy na Sex Pistols?"), czysty hh z perkusja, klawiszami Money Marka i gramofonami MISTRZA Mixmaster Mike'a, oraz instrumentale, w trakcie ktorych Adrock chwytal za gitare, MCA za bas, a Mike D siadal za bebnami. I wszystko super. Do tego momenty, ktore sie pamieta. Kiedy BB postanowili wychylic toast, publicznosc zaczela krzyczec "na zdrowie". To troche skonfundowalo chlopakow, i jeden z nich polecial za scene dowiedziec sie, co to znaczy. Gdy wrocil, uniosl w gore nie-wiem-czym-ten-toast-wznosili i powiedzial "na zdrowie". Do tego "fresshhhhhh", "yes we are" w odpowiedzi na skandowane "Beastie Boys!" i "showertaking" Mixmaster Mike. A w ogole okazalem sie najbardziej chybiajacym profeta festiwalu, poniewaz idac na koncert minalem kolesia nucacego "Brass monkey" i pomyslalem "ty idioto, ale sie ludzisz, nie zagraja tego". Zebyscie potem widzieli moja mine. Hitow tez nie zabraklo. Fantastycznie bylo.

    8. Muse - najbardziej kontrowersyjny wystep festiwalu. Sa dwie grupy - zachwyceni, ktorym SZOL zmiotlo z glowy wszystkie wlosy, i marudy, ktorym nie zmiotlo. Mnie nie zmiotlo, choc na to czekalem, a zamiast tego doszedlem do wniosku ze tajemnica sukcesu Muse jest granie bardzo glosno plus masa swiatel i wizualizacji, w tym trzy dodatkowe telebimy, dzieki ktorym Matt Bellamy mogl sie lansowac nie tylko stojac na scenie i grajac karkolomne riffy i solowki (w pewnym momencie koncertu Matta bylo widac na trzech z pieciu telebimow). Jesli dla kogos tak powinien wygladac typowo festiwalowy koncert, no to nie bede go przekonywal, dla mnie efektom powinna towarzyszyc jeszcze muzyka (ktora zreszta jesli jest dobra to zadnych efektow nie potrzeba, vide Sonic Youth). Kilka momentow mi sie podobalo (Knights of Cydonia!), ale generalnie to ja nie wiem czy to jest najlepszy koncertowy zespol swiata, Roots juz chyba predzej. No i rzecz ktorej nie rozumieja nawet fani - po jaka cholere oni graja "Invincible"? Ale musze przyznac jedno - Dominic Howard na perkusji wymiata, akurat on moglby byc powodem uznania Muse za ten najlepszy zespol koncertowy, bo ma w lapach wielka sile i jak uderza w kokos, to ziemia sie trzesie.

    Na Laki Lan juz nie poszlismy, a ponoc byla niezla gibana.

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007 zmieniony
     # 131

    Day 3.

    1. Bassisters Orchestra - dotarlismy na pole baaardzo pozno, w wyniku czego ominelo mnie Andy i - czego strasznie zaluje - Me, Myself and I, a Bassistersow widzialem tylko 10 minut. Szkoda, ze nie wiecej, bo mam wrazenie ze mogliby mnie rzucic na kolana. Smiesznie sie patrzylo na Bunia nie w przebraniu Dicka. Macio Moretti na perkusji jak zawsze na poziomie, ale smieszny byl jak wyszedl zza perkusji i sie gibal.

    2. Bloc Party - spoznilem sie dobre 25 minut i nie uslyszalem na zywo "Banquet", ale nic to, bo i tak sie dobrze wybawilem. Moge sobie dopisac do listy skalpow slyszanych na zywo "The prayer", "She's hearing voices", "Helicopter", "Pioneers". Czemu Gosiu nie napisalas o tym, ze w "She's hearing voices" na scene wylecial OSTR? Troche porapowal, pokrzyczal po swojemu "zrobcie halas" i "szacunek dla moich przyjaciol z Anglii" (zastanawialismy sie czy Kele nie powie w odpowiedzi "thank you what's your name"). Fakt ze bez rewelacji, ale ja myslalem ze BP bedzie porazka, a tymczasem zostalem do konca na nich. Fajnie ze Russell jest pol-Polakiem, szkoda ze poza tym niewiele powiedzial. Chinol z moherkiem na klacie na perkusji byl swietny, i ten to dopiero ma pare w lapach. Wesolo bylo tez jak Kele zbiegl ze sceny i zaczal biegac przy barierkach, a ochroniarze rzucili sie za nim w poscig.

    3. Beastie Boys - obawialem sie, ze bedzie tlok, ale tego sie nie spodziewalem. Ludzie stali jeszcze daleko za namiotem! Z jednej strony zaluje, ze nie udalo mi sie wbic do srodka, z drugiej - z tego co slyszalem bylo tam bardzo duszno, wiec w razie omdlenia wyladowalbym w blocie (a ponoc zdarzyl sie taki przypadek). Generalnie koncert byl tak samo instrumentalny jak Normalsi akustyczni na urodzinach Zaka rok temu, od pewnego momentu pojawily sie wokale, a final ponoc byl taki sam jak na duzej scenie (czyli "Sabotage" na final). Nie dotrwalem do konca, bo musialem pedzic na Bjork, ale ponoc o malo namiotu nie rozniesli. To co slyszalem z zewnatrz podobalo mi sie i najwyzszy czas zostac fanem Bestyjek na smierc i zycie. Tacy starzy, a tacy wyluzowani i kapitalni! I jeszcze o jednej rzeczy nie wspomnialem, ktora bardziej pasuje do koncertu sobotniego niz niedzielnego - wiecie jaka to frajda slyszec na zywo te ich piskliwe glosiki i wspolne akcentowanie ostatniego wyrazu w wersie?

    4. Bjork - ochhhhhh. Ochhhhhhhhhhhh. Znow posluze sie niemoimi slowami - "ludzie zaczęli znikać w pewnym momencie tak bardzo ich nie było przy tej postaci". Zwlaszcza tych ktorzy sie chamsko pchali do przodu a potem wracali nie bylo. Myslalem ze setlista bedzie oparta glownie na "Volcie", a tymczasem z tej plyty pojawily sie tylko 4 utwory albo 5, na pewno "Earth intruders" na rozpoczecie, a potem "Wanderlust" i "Innocence". W ogole sie nie spodziewalem ze bedzie "All is full of love", "Hyperballad", "Army of me", "Anchor song", "Pagan poetry", myslalem ze wiekszosc hitow sobie daruje. Wielkim zaskoczeniem bylo tez "Pluto" - niby bylo 4 lata temu ale myslalem ze to sie moze zdarzyc tylko raz. Znow okazalem sie fatalnym jasnowidzem. Na final przywalila "Oceania" i "Declare independence", ktore bylo dzwiekowym walcem drogowym, bas miazdzyl. Ona sama nic nie mowila, bo po co? Tylko "dziekuje" dwa razy i wystarczy. Pieknie kolorowo ubrana Icelandic Brass Section. Mark Bell i jego magiczne mikserki, ktorymi robil elektroniczny wielki halas. Chris Corsano brawurowo grajacy na perkusji i misce. Czlowiek, ktorego nazwiska nie pamietam, a ktory obslugiwal instrument z klocuszkami - czyli ReacTable. Zielony laser jak z teledysku Him. Czerwone plomienie na koniec Earth intruders, szkoda ze tylko wtedy. Wizualnie moze i koncert sprzed 4 lat byl lepszy, ale muzycznie bardziej wymiotl ten. Relacje pozwole sobie zakonczyc smsem, jakiego wyslalem do kolegi tuz po zakonczeniu. "Ja jebe".

    5. LCD Soundsystem - nie moglo byc idealnie, nigdy nie moze byc idealnie, prawda? Co los daje, to odbiera. Rok temu zupelnie niespodziewanie zabilo mnie Basement Jaxx na final, w tym roku stracilem wiekszosc wystepu Murphy'ego i spolki stojac w kilometrowej kolejce do grilla. Idac w strone sceny slyszalem "Tribulations" i nawet w takiej odleglosci bylo slychac, jak to kopie. W zasadzie tak naprawde bylem na "Yeah" i bisach, ale za to "Yeah" zdazylo mnie poteznie kopnac w dupe i znow odstawilem nieskoordynowany DENS we wszystkie strony jednoczesnie. Dobrze ze ten numer trwa prawie dziesiec minut. Ludzie tanczyli jeszcze daleko za platforma akustykow (czyli daleeeko od sceny), i chociaz nie bylo takiej masakry jednak jak na Basement, to byla masakra, masakrunia moze. A podobno pod scena dzialy sie TAKIE RZECZY. Moje drugie spotkanie z LCD na zywo takze drugi raz pechowe, ale wiecie co to znaczy? Trzeci raz jade i od poczatku ustawiam sie pod barierkami, nawet jesli mnie zabija nie odpuszcze.

    Ostatnie przejscie przez bramki festiwalowe jest tak smutne, ze az sie plakac chce. Jestem nawet teraz jednoczesnie smutny i szczesliwy. Bylo bosko.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime3 Jul 2007 zmieniony
     # 132

    a OSTR nie wyskoczył na "helicopter"??? tak mi się wydaje przynajmniej;P

    i chciałam dodać, że "dziękuję" w wykonaniu Bjork było najsłodszym "dziękuję" jakie słyszałam:)

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 133

    Helicopter byl ostatnim kawalkiem wystepu, wiec chyba nie w tym. Mi sie jednak wydaje ze w She's hearing voices.
    To "dziekuje" mozna bylo uslyszec juz 4 lata temu i brzmialo tak samo. Przeslodkie po prostu, to prawda.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 134

    no własnie on na ostatnim wyskoczył mi się zdaje...ale może się mylę;P

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 135

    I tylko szkoda, ze o tym, ze Ostry pojawi sie na Bloc Party dowiedzialem sie wczesniej. Pomyslcie, jakie mielibysmy miny, gdyby to byla niespodzianka.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 136

    ja o tym zapomniałam i się zdziwiłam jak ktoś tam im wyskoczył...ale fakt, było by fajniej nie wiedzieć:)

    a i jeszcze jedno...z tym "invincible" to ja nie wiem czy wszyscy fani nie rozumieją, ja nie rozumiem...ogólnie wszystkich tych ich (rz)żewnych ballad...ale sa tacy co rozumieją;P

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 137

    Mnie sie przypomniala rozmowa tych dwoch groznie wygladajacych kolesi, ktorzy stali obok mnie na Muse, i ktorzy mnie potem ni z gruchy ni z pietruchy zaczepili zeby pogadac o muzyce - jeden z nich powiedzial, ze bardzo chcialby zeby Bjork zagrala "Pluto", bo on uwielbia ten kawalek, i bedzie rzucal karteczkami w nia zeby sie tylko udalo. Na sama mysl o tym, ze pewnie wpadl w taka ekstaze jak ja na SY, geba mi sie szeroko smieje.

    •  
      CommentAuthorkill
    • CommentTime3 Jul 2007
     # 138

    kidej:Na sama mysl o tym, ze pewnie wpadl w taka ekstaze jak ja na SY, geba mi sie szeroko smieje.

    :D:D:D:D:D

    •  
      CommentAuthorkidej
    • CommentTime4 Jul 2007
     # 139

    UWAGA!
    W czwartek od 20:00 do 24:00 OTWIER'ACZ, czyli 4 godziny heiniwspominkow i heinirelacji. Dwojka prowadzacych juz jest - to ja i Lukasz, natomiast z racji tego ze bylo nas na Babich Dolach sporo, mozliwosci mamy wiecej. Tak wiec wszyscy chetni do pojawienia sie wtedy w studiu chocby na 15 minut i zdania relacji i opowiedzenia o wlasnych wrazeniach sa zaproszeni. Czekam na odzew mailowy.

    •  
      CommentAuthormleko
    • CommentTime5 Jul 2007
     # 140

    No Ostry sobie nie pośpiewał, niestety

    poza tym tak w skrócie,
    na minus

    dzien 1
    -tciof - polecam korki u jakiegoś weselnego wodzireja
    -freeform five - wyglądali jak stacy oreiro vs mili vanili, muzycznie troche lepiej., ale np. perkusista nie trafiał w rytm!!!
    bardzo chciałem ich zobaczyc, ale już więcej nie chce

    dzien 2
    - pogoda
    -Muse, perfekcyjna oprawa wizualna, ale egzaltacja pana wokalisty przerosła mnie. Bardzo lubiłem ten zespół...
    {do Kideja: to nie jest radiohead dla ubogich, jest dla ubogich]

    dzien3

    -bloc party: cyce bębniarza na telebimie

    na plus

    d1
    -SY pieknę zgrzyty
    - pink freud genialny koncert + cover ze scubass i tą Argentynką
    -The roots perfekcyjni+ policzki gościa grającego na suzafonie(duuuża tuba)

    d2
    - przede wszystki beastie MMM wymiótł. +kawałki z "some old bullshit"!, no i te garniaki
    - groove Armada - warto było moknąć

    d3
    pogoga
    bloc party - wszystkie ryśki to fajne chłopaki i bloc party to takie ryśki
    Bjork: klasa
    Lcd SS- byłem pod samą sceną, więc odpadłem, ale panowie wiedząc że to ostatni koncert, mogli pograć jeszcze z 25 minut...

    a, i jeszcze świetne bassisters. "Fiszunio" zaczyna śpiewać:

    "Kobiety to pistolety,
    Mężczyźni do toalety"

    mi się robi błogo, a tu nagle ktoś krzyczy:

    Mężczyźni do TOI TOIa!

    ogólnie: wszystko było pięknie, ale bez zaskoczeń. Nie było zespołów, no może oprócz roots, które by zadziwiły.
    Nie odkryłem żadnego nowego bandu, więc w przyszłym roku bede się starał wyjechać za granice, no chyba, że "rojczunio" sprowadzi jakąś nieśłychaną ekipe do mysło.